Minęły ledwie trzy miesiące od wypuszczenia z więzienia, w którym przesiedział kilka ostatnich lat...
Ledwie zaczerpnął świeżego oddechu wolności i władzy, pogrzał w blasku fleszy aparatów fotograficznych, a już powrócił do zbrodniczego procederu.
Siedział za gwałty, a konkretnie za pierdolenie w dupę. Wyszedł i począł dymać na potęgę... Dzień za dniem zgłaszają się do odpowiednich instytucji kolejni poszkodowani. A to pielęgniarka, a to lekarz ( płeć w popełnianych gwałtach była mu obojętna), innym razem nauczycielka albo celnik. Inni (inne), zaciskając trwożnie półdupki już czekają w kolejce. Namacalnie wręcz czują, że też zostali wydymani... Ci, którzy zrzeszeni są w zawodowych korporacjach czy związkach są bardziej odważni - w kupie zawsze łatwiej drzeć ryja o swojej krzywdzie.
Wyruchani renciści czy emerytki (ten gatunek szczególnie polubił) nie maja takiej siły przebicia a i zdrowie - na skutek wielokrotnych gwałtów - szwankuje. Kwilą więc pod nosem tylko, albo płaczą w poduszkę. Ilu jest tych wydymanych? Urzędowe statystyki mówią o jakichś 20 milionach. Kim jest ten rozpasany gwałciciel? Odpowiedź zna chyba każdy zdrowy na umyśle. Tym mniej kumatym podpowiem, że ma jakieś związki z drobiem pomimo, że nie jest Kaczyńskim. Mozecie mówić na niego Donek...

