Ubezpiecz się od PZU

portret użytkownika Rżewski

Ubezpieczyłeś się w PZU? Okradli cię? Najlepiej ukradnij drugiemu. Taką postawę promuje największy polski do niedawna ubezpieczyciel.

Kiedy Andrzej Zabiegajło* wyszedł z podwarszawskiego zajazdu, w którym jadł obiad w czasie podróży w interesach, nie przypuszczał, że za chwilę wsiadając do auta zobaczy coś co sprawi, że będzie świadkiem nieprawdopodobnych jak na kryteria zwykłego obywatela parodii, ze strony instytucji zaufania publicznego.
Otwierając drzwi swojego Mercedesa stwierdził wyrwany radioodtwarzacz, no i związane z tym uszkodzenia tapicerki.. Cóż było robić udał się do odległego (o zgrozo) o 300 m. od parkingu posterunku policji, gdzie usłyszał „Panie taka dzielnica”. W trakcie sporządzania protokołu przyszło chociaż w przybliżeniu określić kwotowo rozmiary szkód. Drzwi pojazdu nie były uszkodzone – policjanci stwierdzili, że był to włam na tzw. „pasówkę”. Od początku było wiadomo zatem, że najwartościowszą rzeczą jaka zginęła było radio. Niestety ani policjant ani poszkodowany nie mieli w tym momencie pojęcia na temat jego wartości – policjant kiedy usłyszał, ze jest to radioodtwarzacz z nawigacją satelitarną wpisał wartość ok 5 tys zł.
Zatrzymajmy się w tym miejscu przybliżając nieco charakterystykę owego odtwarzacza. Otóż był to sprzęt jak wspomniano z nawigacją satelitarną, ale sygnowany był marką Mercedesa i z zasady montowany fabrycznie tylko w pojazdach tej firmy (Tak było w tym przypadku). Gdybyście zaś zechcieli sobie takie cacko jak najlegalniej kupić to tylko na zamówienie i tylko u autoryzowanego przedstawiciela Mercedesa wywalając za ową przyjemność ok 12 tys zł. Dodajmy jeszcze, że radioodtwarzacz był w aucie montowany na stałe nie jakieś tam wyjmowane gówno, albo panele nic z tych rzeczy. W dodatku do wyjęcia potrzebne byłyby specjalne narzędzia – stąd wyrwanie przez złodzieja sprzętu ze wspomnianego samochodu. Zabezpieczenie zaś miała stanowić karta magnetyczna podobna do karty bankomatowej i w zamyśle konstruktorów radioodtwarzacza miała czynić go bezużytecznym w razie jej braku (jak się okazuje nie w Polsce) – kartę ową poszkodowany wysiadając z auta zabrał ze sobą.

Logicznym następstwem tych wydarzeń było udanie się do PZU (poszkodowany dalej wartości sprzętu nie znał). W końcu ciężkie pieniądze, za autocasco i ubezpieczenie kradzieżowe płacił.

W PZU oczywiście szkodę przyjęto. Druk potwierdzenia szkody (na formularzu potwierdzenia zgłoszenia szkody OC ) zawiera natomiast bardzo dziwny punkt - Oświadczenie sprawcy z miejsca wypadku – należy dostarczyć. Zatem co? Poszkodowany ma na własną rękę szukać złodzieja aby ten łaskawie oświadczył że radio ukradł? Zakładając w tym miejscu, że potwierdzenie wydano na druku OC z braku druków do AC to profesjonalizm wymagałby chyba skreślenia tego punktu. Pan rzeczoznawca PZU oczywiście przybył auto obejrzeć porobił zdjęcia i jak się potem okazało śladów włamania, ani uszkodzeń wyrwanej przecież tapicerki nie stwierdził.
W międzyczasie ubezpieczyciel dosłał pisemko i poprosił o oddanie wspominanej już karty zabezpieczającej do radia, co też poszkodowany uczynił i na co otrzymał stosowne pokwitowanie.
Oczywiście w takich przypadkach należy czekać na umorzenie sprawy przez policję oraz prokuraturę- co tez niebawem nastąpiło – powód niemożność znalezienia sprawcy.
Kiedy już się to stało PZU mogło zakończyć jak im się wydawało sprawę. Przysłano zatem pismo [nr 1860007732/430743], w którym uprzejmie informuje, że odszkodowanie za szkodę nie może być wypłacone.
Uzasadnienie jest następujące:
Ubezpieczeniem nie są objęte szkody powstałe wskutek kradzieży radioodtwarzacza w przypadku gdy po opuszczeniu pojazdu nie dokonano z należytą starannością zabezpieczenia poza pojazdem wyjmowanego odbiornika lub panela. Ponadto nie stwierdzono/udokumentowano śladów włamania do pojazdu.
Wszystko oczywiście podparte uchwałami zarządu PZU.
Dalej oczywiście pouczenie o możliwościach odwoławczych.

Ewidentny wałek. Jak poszkodowany miał zabrać ze sobą radioodtwarzacz skoro był on montowany na stałe? Zdanie o tym że nie stwierdzono/ udokumentowano śladów włamania kłóci się ewidentnie z ustaleniami policji i prokuratury. Co robił rzeczoznawca, że nie dojrzał śladów uszkodzeń tapicerki w okolicy radia, widocznych przecież gołym okiem.
Od tego momentu zaczyna się wkurwienie faceta na ubezpieczyciela. W końcu latami płacił składki liczone w tysiącach złotych, a teraz zwyczajnie zostaje spuszczony w kanał.
Co bardzo ciekawe odszkodowania nie wypłacono ale na prośbę właściciela o zwrot karty zabezpieczającej do radia odpowiedzieli poszkodowanemu dostaniesz wała nie kartę , nie ma takiej możliwości i koniec.

Szukał sposobów odwoławczych, w międzyczasie studiując uważnie Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU).
Już na tym etapie udało się wykryć cały szereg przewalanek. Bo oto OWU zawierały odwołania do wspomnianych uchwał zarządu PZU, które w tym dokumencie ani nie są widoczne, ani też zwykły „Kowalski” nie ma w zasadzie możliwości zapoznania się z nimi. Co więcej przeciętny człowiek z ulicy przychodząc do agencji o ile nie jest upośledzony umysłowo, znając owe uchwały zarządu żadnego ubezpieczenia by nie zawarł.
W ślad za tymi odkryciami poszły skargi do „Rzecznika Ubezpieczonych” oraz ówczesnej „Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych”.
Trzeba przyznać, że interwencja Rzecznika Ubezpieczonych była skuteczna – oczywiście na tyle na ile skuteczna być mogła, bo powiedzmy sobie szczerze za wiele uprawnień to on nie ma.
Po jego interwencji PZU zdecydowało się wypłacić „zawrotną sumę” 2 603, 34 zł. Dla jasności słownie : dwa tysiące sześćset trzy złote i trzydzieści cztery grosze.
Wszystko byłoby cacy gdyby takie pieniądze zaproponowano poszkodowanemu od razu, wziąłby co dają i machną ręką. Teraz już postanowił nie odpuszczać. W piśmie zawiadamiającym o wypłacie odszkodowania ani słowa o odsetkach, za zwłokę, wymieniona suma była kwota netto czyli nie uwzględniająca podatku VAT chociaż auto było ubezpieczone na kwotę brutto, nie było w dodatku wykorzystywane do działalności gospodarczej więc możliwości odliczenia go poszkodowany nie miał. Zaznaczyć należy, że od dłuższego już czasu znał wartość sprzętu, którego cena wówczas oscylowała w granicach ok 11 500 zł.
Ciekawie natomiast zachował się KNUiFE. Mianowicie pismem nr DKI/407/183/3/05/06/SEP odsyła poszkodowanego w buraki. Uzasadnieno to tak:
W nawiązaniu do Wystosowanej przez Pana skargi, Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych pragnie wyjaśnić, że w przypadku powstania sporu między stronami umowy ubezpieczenia, właściwym organem do jego rozstrzygnięcia jest sąd powszechny właściwy według przepisów o właściwości ogólnej albo sąd właściwy dla miejsca zamieszkania lub siedziby odpowiednio ubezpieczającego, ubezpieczonego, uposażonego lub uprawnionego z umowy ubezpieczenia – art 9 ustawy z dnia 22 maja 2003r o działalności ubezpieczeniowej (DzU z 2003 , Nr 124, poz 1151).
Wszystko byłoby ładnie i pięknie, ale KNUiFE miała z zasady pilnować by ubezpieczyciele nie stosowali przewałek prawnych. Nasz bohater nie tyle natomiast prosił o interwencję, co wskazał punkt po punkcie jakie przewalanki w PZU odchodzą, wykazał też jak oszukuje się klientów powołując się na rzekomo obowiązujące przepisy. Co więcej pokazał im w którym to konkretnie punkcie OWU występuje, dołączył też kopie korespondencji.
Można śmiało stwierdzić, że gdyby urzędnicy KNUiFE mając o wiele większe możliwości nadzorcze niż rzecznik ubezpieczonych, wykazali dobrą wolę i z uprawnień skorzystali, to uchroniło by to zapewne niejedną kieszeń poszkodowanych.
Niestety objawiła się kolejna instytucja chroniąca kolesi z branży czyli tych, którym ma grozić paluszkiem, a nie tych których miała z mocy ustawy chronić czyli słabszych uczestników rynku.
Wróćmy jednak do sprawy.
Nastąpiła kolejna karuzela korespondencji, gdyż jak wspomniałem poszkodowany nie miał już zamiaru odpuszczać. I tak rzecznik ubezpieczonych za wiele zdziałać już nie mógł chociaż jego biuro cały czas deklarowało pomoc prawną. Można powiedzieć, ze ta instytucja zrobiła co w jej mocy.
Poszkodowany nie zgodził się także ze stanowiskiem KNUiFE i co tu dużo mówić wprawdzie grzecznie ale opierdalając ich wspomniał m.in. o zapisach statutowych:
„ Celem nadzoru jest ochrona interesów osób ubezpieczających, ubezpieczonych, uposażonych lub uprawnionych z umów ubezpieczenia, członków funduszy emerytalnych oraz uczestników pracowniczych programów emerytalnych. „ .
W odpowiedzi szacowny urząd nadzoru raczył poinformować go, że organ nadzoru wezwał ubezpieczyciela do złożenia wyjaśnień. Ponadto przekazuje kopię odpowiedzi od PZU odnośnie wypłaconego odszkodowania. Po czym znowu informuje, że nie jest od oceny stanu faktycznego, jaka wiąże się z wysokością odszkodowania.
Zauważmy. Urząd nadzorujący bardzo sprytnie zajmuje się zadawaniem pytań ubezpieczycielowi odnośnie wysokości odszkodowania – chociaż skarżący o to nie prosi. Pomija natomiast rzecz najważniejszą czyli wadliwość OWU i uchwał zarządu jawnie stojących w sprzeczności z prawem nadrzędnym.
Stanowisko PZU rozwijało się natomiast następująco.
Najwyraźniej za nic sobie mając KNUiFE (nie dziwmy się skoro wiemy już jak ten urząd działał) uznali, ze kwota jest wystarczająca bo takie są uchwały zarządu. W związku z tym również wypłacili kwotę netto (chociaż składkę wzięli za brutto), ponadto we wniosku wartości radia poszkodowany nie podał ( jako, że było ono razem z autem podał całość, we wniosku ubezpieczeniowym jak byk stoi radio z nawigacją satelitarną można więc przyjąć, że tacy profesjonaliści z plakatów i reklam mogli się skubnąć w kilka dni po zawarciu umowy i albo od niej odstąpić albo zażądać wyjaśnień – do czego mieli prawo zresztą) Jednak jak widać najważniejszą rzeczą jest wydarcie kasy z tytułu składki. Analizą wniosków i oceną ryzyka nikt sobie w PZU dupy nie będzie zajmował, bo jak wynika z takich spraw klienta się oszwabi i tak wyjdziemy na swoje. Podparto się jeszcze wyceną wg AUDATEXa no i powiadomiono, że uwzględniono zużycie z tytułu eksploatacji.
W osobnym zaś piśmie (WSiZ 4-441/ O-1473/05) dla KNUiFE, pracownicy Centrum Likwidacji Szkód w Gdańsku wytoczyli następujące argumenty: Cenę radia (4 600zł) wzięli od autoryzowanego Dealera Mercedesa w Polsce ( kłamstwo – nie mieli na to dowodów, niczym takim się nie wykazali, za to takie pismo i to od trzech autoryzowanych przedstawicieli miał poszkodowany cena jak byk oscylowała w granicach ok 11 500 zł) no i po dokonaniu korekt z tytułu zużycia wyszła kwota odszkodowania. Poszkodowany nie przedstawił dowodu zakupu radia (albo upośledzenie umysłowe pracowników PZU albo coś inne, bo radio było zakupione z autem i na to jest faktura zakupu). Ale z nóg zwala coś innego cyt: Dokonano sprawdzenia cen dla przedmiotowego radia na aukcji internetowej ALLEGRO, ceny nie przekraczają 1000 zł
Podsumujmy. Pracownicy CLS w Gdańsku wprowadzają urząd nadzorujący w błąd. Z uporem głupca żądają dostarczenia dowodu zakupu radia chociaż wiedzą, ze było ono już fabrycznie zamontowane do auta. A już najgorszą rzeczą jest to, że sugerują zakup radia w drodze handlu pokątnego bo któż na ALLEGRO zagwarantuje pochodzenie. Czy nie jest to przypadkiem ukryte nakłanianie do paserstwa. Ponadto klient posiadał pisemną opinię autoryzowanych dealerów Mercedesa, w których jak byk stoi, że w żadnym razie nie zalecają montażu radia kupionego gdzieś indziej jak u nich ( a już z całą pewnością nie na allegro) cena taka jak żąda klient i generalnie rzeczony radioodtwarzacz powinien być w takim wypadku kupiony nowy, bo tylko to gwarantuje jego legalność pochodzenia.

Sprawa jak łatwo się domyśleć oparła się o sąd. Oczywiście mitręga z oczekiwaniem na rozprawę. Poszkodowany postanowił nie korzystać z pomocy adwokata w rozprawie uczestniczył sam.
Na pierwszej rozprawie jak łatwo się domyśleć nie doszło do porozumienia. Sąd powołał więc rzeczoznawcę sądowego do oszacowania szkód.
Ten ustalił co następuje ( skróty):
Koszt naprawy powstałej podczas włamania (na dzień wystąpienia szkody) wynoszą
brutto: 11 623,07 zł (z VAT)
netto 9 527,11 zł (bez VAT)

I jeszcze kilka skrótów z jego uzasadnienia.
(...) należy przyjąć, że radioodbiornik z nawigacją (...) był mało używany i krótko czasowo. Dlatego wartość radioodbiornika przyjęto – 10 500, 20 z VAT, również należy zaznaczyć, że pomniejszenie procentowe co do wartości nie powinno mieć zastosowania. (§ 22.2 Ogólne warunki AC).
Odbyła się druga rozprawa na, którą wreszcie raczył przybyć prawnik wyznaczony przez PZU.
Widocznie pani prawnik od ubezpieczyciela była tak pewna wygranej, bo przecież powód nie korzystał z usług prawnika, że nawet nie raczyła się przygotować do rozprawy. Niestety argumentacja powoda okazała się dla przedstawicielki PZU miażdżąca. Pobełkotała coś tam, że na allegro (znowu) można kupić sprzęt za 500 zł dorzuciła kilka innych niedorzeczności i na tym był w zasadzie koniec.
Sąd rejonowy zasądził co następuje :
PZU musiało wypłacić 9019,73 gr + odsetki od dnia szkody (zaznaczmy, że oczywiście jest to kwota odszkodowania brutto czyli mają VAT również wypłacić) – pamiętajmy, że część pieniędzy już wypłacili po interwencji RZU. Czyli wyszło ponad wspominane 11 500 zł
dodatkowo sąd zasądził od pozwanego zwrot kosztów procesu na rzecz powoda w kwocie 778 zł.
Nie będziemy przytaczać tutaj uzasadnienia wyroku, ale sąd wytknął m.in. ubezpieczycielowi brak logiki, głupoty wypisywane we wnioskach itp. Podparł się jeszcze wyrokami Sądu Najwyższego.

Od wyroku PZU się nie odwoływało. Cała szopka trwała ponad 1,5 roku. Co zabawne jak twierdzi poszkodowany gdyby od razu bez szemrania dostał nawet te głupie 2 600 zł to nic by nie było nigdzie by po sądach się nie włóczył. Pazerność instytucji, która ma przecież gwarantować nam bezpieczeństwo sprawiła że stali się lżejsi o znacznie większą kwotę do tego doszły odsetki i koszty procesu. Ale zapewne odbiją to sobie z nawiązką.

W całej tej sprawie nasuwają się jeszcze inne wnioski oprócz tych o pazerności, łamaniu prawa przez PZU.
Na wysokości zadania stanął Rzecznik Ubezpieczonych. Natomiast dupy do potęgi dało ówczesne KNUiFE niestety tak to jest kiedy instytucja powołana dla obrony konsumenta służy zapewnieniu ciepłych posadek swoim i dba aby innym kolegom krzywda zbytnia się nie stała. Ile osób przez ich zaniechanie zostało powiedzmy szczerze okradzionych przez PZU?
Te ostatnie pytania należy już kierować do Urzędu Nadzoru Finansowego – następcy nieszczęsnej KNUiFE . Czy nowa instytucja działa lepiej i skuteczniej? - Wątpliwe.

Wałki firm ubezpieczeniowych trwają nadal.

Rżewski
*Imię i Nazwisko bohatera opowieści zmienione.
Kopia Dokumentacji związana z walką poszkodowanego znajduje się w osiadaniu autora.

Odpowiedzi

portret użytkownika Thorunczyk

Balcerowicz musi ło....

Odpowiedź została przeniesiona w inne miejsce.

Dodaj nową odpowiedź

CAPTCHA
Koniecznie odpowiedz na poniższe pytanie.
4 + 1 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.