Malowana lala

Czytywałam i czytuję, śledziłam i śledzę poczynania pani europoseł Senyszyn. Mimo, że na początku byłam gorącą zwolenniczką jej istnienia na arenie politycznej, tak po latach entuzjazm gasł coraz bardziej, z każdym słowem napisanym i wypowiedzianym przez panią Senyszyn. Pamiętam przed wyborami do Parlamentu Europejskiego gdy kandydowała, wydawała się być osobą konkretną, kandydatem jak najbardziej skrzydła lewicowego. Gdy już otrzymała mandat europosła powoli następowały zmiany w treściach przez nią głoszonych. Zaraz po wyborach, rozpoczęła swoje euro-rządzenie od rozliczenia się z partyjnymi kolegami i koleżankami. Wypomniała im kto jej pomógł, kto nie, kto podstawiał nogi a kto kopnął w d... (może ktoś powinien, co by z powrotem rozum jej z tego miejsca, do czaszki mózgowej zawędrował- pozwalam sobie w takim razie pierwsza, dla dobra ogólnego, to uczynić)
I od tego pierwszego wpisu, Senyszyn pokazała swoją twarz, prawdziwą twarz. Już nie lewicowej, rozsądnej, wykształconej kandydatki jaką była przed wyborami ale zwykłej mściwej kreatury kobiecej której kariera przypomina bardziej plakat reklamowy na potrzeby własne. Na swoim blogu zajmuje się tym kto kadzi komu, pewnie z zazdrości, że to nie jej kadzą. Obleciała już na blogu, szastając nazwiskami, połowę polskiej areny politycznej. Najwięcej miejsca jednak poświęca posłowi Januszowi Palikotowi. Ma on na jej blogu spore wzięcie. Dostało się Nałęczowi, Borowskiemu, Celińskiemu, o nazwiskach z przeciwnej strony areny nie wspomnę. Pani Senyszyn, ganiąc Palikota za jego wypowiedzi, zapomina i nie widzi, że od dłuższego czasu jej wypowiedzi nie są niczym innym jak właśnie palikotyzmem . Palikotyzm w wypowiedziach Senyszyn o sprawie krzyża, palikotyzm o sprawie nauczania w szkołach religii, palikotyzm w sprawach dotyczących in vitro, homoseksualizmu, aborcji, eutanazji, równego traktowania obywateli wobec prawa. Senyszyn, jawnie podporządkowała swą polityczną grę i swój wizerunek polityka "polskim" zasadom dyskusji. Są to bardzo specyficzne zasady i aż dziw bierze, że bądź co bądź profesor, złapała się na ten haczyk i podporządkowała prymitywnym regułom. Czy bała się, że konkretna, poważna, poparta argumentami dyskusja, może być przez rodaków niezrozumiana? Czy tylko nie chce utonąć w politycznym niebycie i niepamięci i z tego prostego powodu chce oprzeć skutecznie i pewnie swój mandat,tylko na tej rozumiejącej język potoczny grupie wyborców? Jeśli tak, to nie łudźmy się już dłużej. Lewicowość odeszła do lamusa. Zginęła śmiercią tragiczną wraz z historycznymi postaciami, które za bycie lewicowcem oddawały swe życie. Cześć ich pamięci, cześć pamięci szczytnej idei.