Rozumiem sentymenty, rozumiem szacunek ale nie rozumiem chorobliwego wręcz wspominania tego co było.
Nikt nie zabrania oddawania hołdu, czczenie rocznicy, z szacunkiem wyrażania się o zasługach i ofiarach z przeszłości ale to co robią z przeszłością Polacy, jest czystej wody masochizmem.
90 rocznica "cudu nad Wisłą" , 30 rocznica "Solidarności", 4-ro miesięczna rocznica wypadku pod Smoleńskiem, 600- na Bitwy pod Grunwaldem, to tylko kilka ostatnio wałkowanych. I nie byłoby w tym nic złego gdyby.....
Gdyby nie wiązało się to z ogromnymi kosztami. No bo obchody "Solidarności" to nie jedna akademia i kwiatki pod krzyżem przed nieistniejącą już Stocznią Gdańską ale kilku miesięczne obchody z konferencjami, przyjęciami, rozmowami, wykładami, itp. Rocznica "cudu" to pociągi, wyciągi, zbiórki, pokazy. I tak ze wszystkimi rocznicami. Koszta ogromne, pieniądze wyrzucone w błoto, jakby Polacy posiadali tych pieniędzy tyle, że dbać o to jak się je wydaje, nie musieli .
A może by tak skorzystać ze starego (choć dzisiaj niepoprawnego bo PRL-owskiego) okresu, jak 1000 szkół na tysiąc lecie?
Gdyby tak, zgodnie z tym zamysłem ruszyć głową i uczcić rocznicę, ściśle myśląc o przyszłości. No bo przeszłość jest ale kto zapomina o zadbanie o przyszłość nie osiągnie nigdy niczego a jedynie stagnację lub jeszcze może gorzej, spowoduje cofanie się.
Czczenie przeszłości powinno się odbywać właśnie z myślą o przyszłości. I właśnie zgodnie z tym założeniem, może by tak 90 domów dla powodzian, 30 nowych ośrodków rehabilitacyjnych dla dzieci potrzebujących terapii, 600 pomp insulinowych dla dzieci chorych na cukrzycę. Można to też zamienić na inne cenne dla społeczeństwa inwestycje lub fundacje obdarowane nazwami ludzi lub wydarzeń. Czy nie byłoby to lepsze uczczenie i uhonorowanie tego i tych co na to uhonorowanie zasługują? Czy nie rozsądniejsze, optymistyczne i przemyślane byłoby takie wydanie pieniędzy i wykorzystanie ludzkiej energii?
Takie działanie przynosiłoby sowite owoce przez długie lata, wzbogacając przyszłość kraju a tym samym obywateli.
Ale nie! Polacy potrafią tylko bezmyślnie szastać pieniędzmi i ludzkimi zasobami topiąc je w błocie bo muszą być imprezy, pomniki, tablice. Kamienie, bezduszne kamienie są dla nich najważniejsze lub kosztowne spędy na których zarabiają wybrane jednostki a nie wszyscy obywatele jak być powinno. Zamiast składać wieńce i kwiaty, co miesiąc co roku, to zrobić akcję społeczną która przyniesie korzyści, nie koniecznie finansowe, innym ludziom.
Jeśli obywatele sami nie zorganizują się i nie wskażą decydentom jak czcić i wspominać przeszłość aby zadbać jednocześnie o przyszłość to nic się nie zmieni. Społeczeństwo obywatelskie, to nie jest durne hasło. To określenie grupy ludzi, którym na sercu leżą nie tylko prywatne wierzenia i opinie ale to co przyczynia się do rozwoju kraju i tego właśnie społeczeństwa. Jednoczy się w swoich działaniach z myślą o korzyściach płynących z tego działania dla kraju i przyszłych pokoleń.
