Zastanawiam się od kiedy w Polsce, tak niebezpieczne jest pisanie książek o własnych przeżyciach? Andrzej Żuławski spłodził książkę w reklamowaniu której pomaga mu Weronika Rosati. Podanie Żuławskiego do sądu przez Rosati i domaganie się wstrzymania dystrybucji książki jest niczym innym jak cenzurą. Żuławski twierdzi, że jego książka to "fikcja nakładająca się na rzeczywistość" W każdej książce, każdy może odnaleźć skrawek samego siebie lub czegoś mu bliskiego i znajomego. Patrioci twierdzą, że cenzura to panowała tylko w obrzydliwym PRL-u a teraz mamy wolność. Jak widać wolność wolnością ale są sprawy których na światło dzienne wyciągać się nie powinno bo to w erze "wolności" nie przystoi.
Nie wiem czy "Nocnik" jest dziennikiem, powieścią czy zbiorem opowiadań. Jest jednak interesującą relacją z życia reżysera, rok, dzień po dniu. Wydarzenia zmienione w słowa.
Już nam, urodzonym w PRL-u chciano przez 20 lat zmienić życiorysy, próbowano nam wmówić, że nie istniejemy a jeśli już istniejemy to powinniśmy ze wstydu przemykać cichaczem po ulicach lub najlepiej gdybyśmy się przemieszczali kanałami by nie zniesmaczać swoją obecnością "prawdziwych patriotów". Teraz przerzucono się na sztukę a konkretnie metody te zastosowano w stosunku do literatury. Czy z tego mam rozumieć, że pisanie biografii, reportaży, pamiętników też będzie podlegać cenzurze? No bo jak można pisać pamiętnik, nie opisując tego co nas spotkało w życiu osobiście. No i nie żyjemy na bezludnej wyspie, więc w naszych pamiętnikach wystąpią opisy innych postaci, zaznaczmy, często ludzi jeszcze żywych żwawo.
Pisząc biografię, w obawie przed pozwem sądowym powinniśmy wyeliminować wszystkie postacie, pozostawiając jedynie głównego bohatera. Dzieci się będą rodziły bez udziału ojców lub też wychowywały bez udziału matki a najlepiej wyeliminujmy dzieci bo to też osoby drugie i trzecie. Nie piszmy o żonach, mężach, kochankach nawet gdyby ich życie było dla nas ważniejsze od naszego własnego. Nie wspominajmy o przyjaciołach a już o wrogach to nawet gdyby nas na pal wbijano to nam nie wolno bo wszystko to może się skończyć pozwem do sądu i wstrzymanie dystrybucji "dzieła". I zamiast dochodów to za chęć tworzenia ukarani będziemy samymi kosztami.
Nowa metoda ograniczania wolności w sztuce, eliminowanie wypowiedzi odzwierciedlających prywatne przeżycia, odczucia, emocje, sprowadzi sztukę na nic nie znaczące dno. Pustaka w sercu, pustka w głowie - to po cholerę żyć.
Abyśmy mogli istnieć, niezbędni są nam świadkowie naszego istnienia.
Każda próba ingerowania w naszą przeszłość której zmienić się nie da nawet przy pomocy cenzury, nie jest zbrodnią, choć to ostatnio tak modne określenie ale najzwyklejsze barbarzyństwo ery po PRL-owskiej "wolności".
