Można by rzec, nie chciał ale musiał... PrezydĘt Kłamczyński za namową swoich doradców nie wymówił się jak onegdaj atakiem sraczki i wziął - z racji swoich obowiązków - udział w obchodach 65 rocznicy powstania w getcie dla pejsatych. Pomimo wrodzonego obrzydzenia do obrzezanych musiał spotkać się z ich prezydentem Szimonem Arabskim, który przybył na uroczystości. Musiał się pokazać - wśród dostojnych gości byli równie znienawidzeni, ale reprezentujący władze państwowe: premier Donald Kwak, marszałek cyrku w budowie Bronisław Komórkowski i ta szantrapa prezydent Warszawki, Hanna Kiść - Tango. Nastrój poprawiała prezydĘtowi obecność Zastępu Pokazowego Armii Wolskiej i orkiestry dętej, której równe marszowe rytmy zawsze skłaniały Kłamczyńskiego do podrygiwania... Podczas grania hymnów państwowych tylko refleksowi tłumaczki zawdzięczano fakt, że Kłamczyński nie wybiegł przed oficjeli i nie odtańczył tańca radości. Szarpnięty przez nią za rękaw marynarki prezydĘt, już do końca uroczystości przesiedział markotny, nie licząc okolicznościowego przemówienia pełnego banałów i frazesów a tłumaczonego na znienawidzony język pejsatych. Kończąc swoje wystąpienie prezydĘt Kłamczyński podkreślił dobre stosunki jakie łącza obecnie nasze kraje. Wzbudziło to pewną wesołość w szeregach oficjeli, gdyż większość z nich wiedziała, że dobre stosunki to prezydĘt Kłamczyński miewał jedynie ze swoja małżonką Marią - nazywaną w okołoprezydĘckim środowisku Tabazą - a i to nie za często. Można nawet powiedzieć, że rzadko a właściwie raz, co zakończyło się błogosławionym "złotym strzałem"...
Pejsaty gość Szimon Arabski, w swoim wystąpieniu bardzo psioczył na Adolfów i po wielokroć nazwał ich brzydko "szatanami z karabinami". Całkiem możliwe, że powiedział nawet coś o wiele mniej koszernego, bowiem jego słowa wzbudziły wśród krypto pejsatych ukrytych w tłumie gapiów znaczny aplauz. Ponadto niczym premier Kwak w przedwyborczych wystąpieniach, mówił o polityce miłości którą prowadzi jego państwo. Wolscy oficjele oklaskami zrozumienia zamanifestowali poparcie dla wybudowanego getta dla śniadych i codzienne strzelanie do ich dzieci.
Po przemówieniach obu głów państwa odbyła się liturgiczna szopka, która całkowicie wrosła już w Wolski krajobraz niczym kolorowe, odpustowe jarmarki czy tabuny narkomanów na dworcach kolei żelaznej.
Jako wyraz hołdu dla poległych złożono wieńce i wiązanki kwiatów. Całość imprezy zmąciło zachowanie jednego z urzędników kancelarii prezydĘta, który polecił stałe skrapianie prezydĘckich wieńcy, aby utrzymały swoją świeżość do czasu wyjazdu delegacji pejsatych i w dobrym stanie przekazaniu ich dyrektorowi radia "Marysia". Dobrze, że słyszały to jedynie osoby z otoczenia prezydĘta Kłamczyńskiego a nie ktoś postronny, kto nie zrozumiałby szczerej aż do bólu wolskości prezydĘta...


Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź