Wracamy!
Po porażce z Niemcami optymizm mimo wszystko nie opuszczał kibiców, trenera i samych zawodników. Przecież Austria to dużo słabszy od nas zespół, co z tego że gospodarz?
Z naszego obozu płynęły głosy o pełnej mobilizacji, mówiono że nasi w końcu zagrają na 100%...
Na początku było wręcz tragicznie. Austria zdominowała nas całkowicie, Polacy nie wierzyli własnym oczom. Byli bezradni jak dzieci, na szczęście w bramce stał fenomenalny Boruc, który bronił kolejne sytuacje sam na sam. Po kilkunastu minutach meczu nasi rywale mieli na swoim koncie 7. oddanych strzałów, większość w światło bramki. Bilans Polaków to… zero strzałów. Ale jak doskonale wiemy, futbol bywa wybitnie niesprawiedliwy a niewykorzystane sytuacje mściły się już tysiące razy! I oto w 30. min. zryw Biało – Czerwonych, dośrodkowanie w pole karne, Saganowski ładnie zgasił piłkę, zagrał wzdłuż bramki a z najbliższej odległości formalności dopełnił… Roger. Obok Boruca największa gwiazda w zespole. Czy Roger był na spalonym? Cóż, zdaje się że tak. W końcu i nam się upiekło.
Ten gol podciął całkowicie skrzydła gospodarzom. Polska zaczęła grać lepiej, pewniej. Przejęliśmy inicjatywę i do końca połowy niespecjalnie niepokojeni przez rywali kontrolowaliśmy grę.
Po przerwie tylko jedna zmiana, za beznadziejnego Jopa wszedł Golański. I rozpoczął się koncert gry Polaków! W końcu coś przyjemnego dla oka, składne akcje, dynamiczne rajdy, strzały. Czarował wszystkich Roger, zaprezentował całą gamę niekonwencjonalnych zagrań i dryblingów. Mimo dużej przewagi brakowało tego ostatniego podania o wykończeniu już nie wspominając. Smolarek był cieniem samego siebie z okresu eliminacji. Możemy mieć pretensje sami do siebie, że nie podwyższyliśmy wyniku. Niestety im bliżej końca tym bardziej rywalom zaczął pomagać arbiter, nie jest to jakiś mój wymysł, miał o to pretensje do arbitra sam Leo, który nerwowo pokrzykiwał na Webba apelując o obiektywizm.
Mimo to Polacy wciąż prowadzili i nie zanosiło się na dramat… kiedy upływała ostatnia z trzech doliczonych minut arbiter odgwizdał wolny dla gospodarzy, z dość sporej odległości. W polu karnym trwały nerwowe przepychanki, ostro odepchnięty został Bąk, sędzia doskonale to widział bo nie zezwolił na wznowienie gry i udał się upomnieć zawodników. Jakoś nie widział nic złego w odepchnięciu bez piłki naszego kapitana. Gwizdek, wrzutka w szesnastkę i… rzut karny. Za co? - zadali sobie pytanie chyba niemal wszyscy oglądający ten mecz. Webb uznał, że Lewandowski przytrzymywał rywala, który płacząc niemal padał na murawę. Żałosny widok. Anglik odgwizdujący takie przewinienie! Takich „starć” w meczu jest zazwyczaj kilkanaście, takiego czegoś nie odgwiżdże żaden zdrowy na umyśle sędzia!
Tym bardziej, że za plecami Lewandowskiego w podobny sposób „faulowani” byli Golański, Bąk i Wasilewski. Szkoda słów. W każdym razie piłkę na 11. metrze ustawił 39. letni Vastic i nie dał szans Borucowi. Koniec meczu, piłkarze ruszają w kierunku Webba, na murawę wkracza nasz trener i uspokaja swoich podopiecznych. Niedowierzanie na twarzach piłkarzy, kibiców i chyba nawet u trenera Austriaków…
Szkoda bo ten remis przekreśla nasze szansę na wyjście z grupy, nie ma się co łudzić. Można zarzucić naszym piłkarzom, że sami się o taką końcówkę prosili, że mimo dużej przewagi w drugiej odsłonie nie potrafili zdobyć kolejnych bramek. Można też stwierdzić, że skoro Roger strzelił ze spalonego to nie mamy się co przypierdalać o karnego z kapelusza. Można też cieszyć się z tego remisu i uznać go za sukces bo pierwsze minuty zapowiadały katastrofę. Jednak nie można przejść całkiem obojętnie obok wyczynu angielskiego arbitra. Jednym kaprysem zniweczył cały wysiłek drużyny, sztabu szkoleniowego. Można przegrać na boisku ale taki cios w ostatnich sekundach i to cios nie zadany przez przeciwnika to prawdziwy cios po niżej pasa, zwyczajne skurwysyństwo. Zresztą sędziowanie pod gospodarzy jest problemem nienowym. Wystarczy wspomnieć mundial w Korei i Japonii… Mam nadzieje, że Howard Webb nie poprowadzi już żadnego meczu na tych mistrzostwach…
Tak więc wracamy do domu, no prawie. Jeszcze tylko mecz z Chorwatami. Patrząc na wczorajszą koncertową ich grę przeciwko Niemcom, nie ma co liczyć na honorowe zwycięstwo na pożegnanie z turniejem.
Austria – Polska 1:1 (0:1)
Ivica Vastic (90+3-karny) - Roger Guerreiro (30).
Żółte kartki: Korkmaz, Proedl (Austria), Wasilewski, Krzynówek, Bąk (Polska).
Sędzia: Howard Webb (Anglia).
Widzów 51 428.
Austria: Juergen Macho - Gyorgy Garics, Sebastian Proedl, Martin Stranzl, Emanuel Pogatetz - Christoph Leitgeb, Rene Aufhauser (74. Juergen Saeumel), Andreas Ivanschitz (64. Ivica Vastic), Umit Korkmaz - Martin Harnik, Roland Linz (64. Roman Kienast).
Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Mariusz Jop (46. Golański), Michał Żewłakow - Euzebiusz Smolarek, Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Roger Guerreiro (85. Murawski), Jacek Krzynówek - Marek Saganowski (83. Łobodziński).


Dodaj nową odpowiedź