Za sprawą posła Palikota wybuchła medialna wrzawa wokół raportu o stanie zdrowia prezydĘta. Świat zwariował i nagle wszyscy wkoło zaczęli udawać się do lekarzy po zaświadczenia dokumentujące dyspozycyjność psychiczną i fizyczną zainteresowanego. Premier, ministrowie, posłowie deklarują się, że takowe zaświadczenia nabędą i opublikują dla przytomności zaciekawionej gawiedzi... Owa dziwna mania zaczyna jako żywo przypominać poprzednią fanaberię rządzących, a mianowicie składanie oświadczeń lustracyjnych. W tamtym przypadku zachodził przymus ustawowy z konsekwencjami opisanymi w KK, mętny w swoich podstawach a skutkujący ostatecznie ostracyzmem społecznym w wielu przypadkach. Obecna fobia nie jest ani odgórnie nakazana, ani nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji czy skutków prawnych. Można odnieść natomiast wrażenie, że jest to oczywista sztuka dla sztuki, mająca odwrócić uwagę społeczeństwa od niezłego bajzlu jaki mamy w kraju. Przedwyborcze obietnice PO można między bajki włożyć, rozziew pomiędzy "niepolitycznymi ekspertami" a wierchuszką partii rządzącej staje się coraz większy. Ostatnim przykładem jest odejście z ministerstwa finansów prof. Stanisława Gomułki. Siedzący na rządowych stołkach politycy PO dokonują iście cyrkowych popisów, aby w tym marazmie "nie narażania się społeczeństwu" dotrwać do wyborów prezydenckich. Ot, i to cała tajemnica wypuszczania "kaczki" o nazwie Palikot z jego supozycjami. Bowiem kogo normalnego tak naprawdę interesuje zdrowie aktualnie nam prezydĘtującego Lecha Kaczyńskiego? W przypadku prezydenta USA czy Rosji to zainteresowanie ma bardzo poważne podstawy - obaj trzymają palce na guzikach "atomowej" walizki i społeczeństwo powinno wiedzieć, czy są w pełni władz umysłowych. Lech Kaczyński może co najwyżej złapać się za swojego "ptaszka"...


Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź