Cz.I odc.3

Ewa Puszczykowska - Rzeźnik Praw Dziecka - klęczała w swoim gabinecie przed ołtarzem umieszczonym w niewidocznym dla postronnych miejscu. Prawie niezauważalnie poruszała ustami, ale i tak słychać było wypowiadane słowa: " Od Żydów, masonów, pedałów, Niemców i komuchów uchowaj nas Padre"...Spraw, aby tych z Rampy Rezydenckiej szlag trafił a marszałka Komórkowskiego Belzebub na wolnym ogniu smażył..." Modlitwy te nie były bezpodstawne - Puszczykowską czekała właśnie rozmowa z marszałkiem, który miał nalegać na złożenie urzędu przez panią rzecznik. "Niedoczekanie, masonie jeden" - pomyślała Puszczykowska - "zawsze będę trwać w wierze jedynie prawdziwej i choćbym miała znosić męki jak św. Hermenegilda nigdy nie odwołam swoich poglądów". Przeżegnała się i z tkliwością spojrzała na umieszczony na honorowym miejscu ołtarza portret ojca DYREKTORA, na którym z dobrotliwym uśmiechem wyciągał swoja błogosławioną dłoń do ucałowania przez licznie uwidocznionych tam wiernych..."Co robić, co robić Ojcze? Natchnij swoją wierną wyznawczynię i ześlij ZNAK!" - powtarzała bezgłośnie idąc w kierunku drzwi oddzielających ją od sekretariatu. Chwyciła za gustowną klamkę stylizowaną na kształt litery M (na cześć i chwałę o.Muchomorka), których cały komplet zamówiła do wszystkich drzwi w swoim urzędzie. Pomimo nacisku drzwi nie ustąpiły. Pociągnęła za klamkę jeszcze raz, a gdy i tym razem drzwi pozostały zamknięte zrozumiała, że to właśnie oczekiwany ZNAK! "Wiem, wiem już co robić! Zabarykaduję się w gabinecie i na znak protestu rozpocznę świętą głodówkę! Dzięki Ci PADRE!" Całkowicie uspokojona już Puszczykowska podeszła do umieszczonej w szafie lodówki i poczęła wyjmować z niej wiktuały, które codziennie dostarczane były przez firmę cateringową z hotelu "Sheraton"...

Tymczasem w siedzibie LSD, Wojtek Odlewniczak przygotowywał się do nowego otwarcia swojej partii dla starych, sprawdzonych towarzyszy. Łączył się w bólu z Józkiem Alexisem, który opuścił szeregi partii po chwili pewnej słabości okazanej onegdaj w rozmowie z dwulicowym przedsiębiorcą Bąblowatym..."Każdy wygaduje pierdoły po gorzale" - pomyślał Wojtek - "ale nie znaczy to, ze należy go od razu przekreślać. Tylu świetnych ludzi trzeba by było spuścić do kanału, ot, takiego Oleksandra Kwaśniaka na ten przykład...No i mnie, kurwa..." Kiedy tylko ta myśl zaświtała w głowie przewodniczącego, przed jego oczami objawił się obraz Grzesia Naciskalskiego, głównego rywala do fotela wodza partii. "Precz maro nieczysta" - krzyknął Wojtek i drżącą ręką wyciągnął z barku butelkę "Luksusowej". Nie silił się już nawet na żadne konwenanse - szklanki, kieliszki czy musztardówki - ostro pociągnął z gwinta...