Cz.I odc.2

Były premier, a obecnie tylko prezes prawicowo - komunistycznej partii Lewizna i Przekręt, Jarosław Kłamczyński z lubością iskał podogonie spasionego kota Szalika. "Ale tym nowym jołopom z prokuratury namieszałem we łbach" - pomyślał sobie i zachichotał złośliwie. Był właśnie po wywiadzie w "Hejnale Porannym", gdzie zdecydowanie zaprzeczył aby to w jego gabinecie rozmawiano o aresztowaniu Barbórki Blindy. "Nic takiego nie miało miejsca" - oświadczył w wywiadzie - "jedyne rozmowy jakie przeprowadziliśmy dotyczyły afery miałowej, a referował te sprawy nie minister Zbigniew Gnat z ministerstwa Tajnych Kroków a szef Abwehry Bogdan Kagankowski". Jarosław Kłamczyński, co prawda mijał się nieco z oświadczeniem złożonym w debacie przedwyborczej w zeszłym roku, ale stwierdził że można to udowodnić. "Zynek Gnat nie takie rzeczy potrafi zmajstrować" - pomyślał, patrząc z rozczuleniem na nagą fotkę Zbigniewa upozowanego na Adonisa. "Po tym jakże przemyślanym morderstwie na laptopie lata upłyną, zanim Ci idioci z prokuratury cokolwiek mi udowodnią, a ludzie już dawno zapomną o całej sprawie" - stwierdził i dał kotu pstryczka w nos. "Jaki wspaniały poranek" - skonstatował wyglądając przez okno na słoneczne podwórko. Z kuchni, gdzie krzątała się mamusia dochodził cudowny zapach jajecznicy na boczku..."Biedna staruszka" - roztkliwił się były premier - "sama musi teraz wszystko robić, od kiedy ten parszywy Donald Kwak zabrał jej i mnie całą służbę. Jeszcze się z nim policzę!" - zgrzytnął zębami i cała radość ze słonecznego poranka uleciała w niebyt...Nie ucieszyła go nawet myśl, że jego wierny adiutant poseł Bruździński, będzie mógł poujadać na obecny rząd za sprawą awarii energetycznej w Szczecinie i na nowo odgrzebanego śledztwa porwania syna Osikańca.