Wymowa raportu opublikowanego po tragedii pod Mirosławcem jest porażająca. Totalne nieprzestrzeganie procedur, słaby stan wyszkolenia pilotów w warunkach ekstremalnych (czytaj - w warunkach klimatycznych występujących nagminnie w naszej szerokości geograficznej), lekceważenie przepisów i hurraoptymistyczne rutyniarstwo...Minister Klich zarzeka się, że raport zostanie opublikowany w całości - śmiem wątpić, pewnych rzeczy nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Oficjalne stanowisko jest takie, że enuncjacje mediów o ewentualnej zamianie przy sterach maszyny to tylko prasowe insynuacje, a mówienie o innym niż przy pierwszym podejściu do lądowania głosie pilota tłumaczy się tym, że samolot pilotowany jest przez 2 pilotów i to głos tego drugiego słyszany był podczas ponownego nalotu...Ponadto, odczytując fragment raportu min. Klich raczył był stwierdzić, że badania nie stwierdziły w organizmie pilotujących alkoholu i innych środków odurzających. Pewnie to i prawda, tyle tylko, że raport NIC nie wspomina o reszcie załogantów.Historia polskiego lotnictwa wojskowego notowała niestety przypadki, kiedy na pokładach samolotów transportujących różnorakich VIP - ów panowała "atmosfera" dalece odbiegająca od tzw. normy. Mówiąc prostym językiem - pasażerowie byli najebani jak przysłowiowe autobusy. Takie i inne ciekawostki można corocznie zaobserwować podczas ćwiczeń w Powidzu. Ze swoich samolotów bojowych piloci całymi zgrzewkami wyciągają piwo albo targają kartony z alkoholem. Fakt, że nie tylko nasi...Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się czy rzeczywiście jakiś narąbany jak messerschmitt pułkownik, zniesmaczony nieudanym pierwszym podejściem do lądowania nie ROZKAZAŁ pilotom odejść od sterów i sam nie próbował udowodnić swojego kunsztu lotniczego. Przy obecnym, generalnym po PiSdzielczym burdelu w armii wszystko jest możliwe.
Parafrazując wypowiedź marszałka Komorowskiego - mniej lotów na drzwiach od stodoły a więcej przywiązywania wagi do procedur i przepisów. Mniej też zadufania i ciągłego życia wspomnieniami po dywizjonie 303...


Odpowiedzi
Katastrofy lotnicze
Zgadzam się częściowo z wyżej przedstawioną wypowiedzią za wyjątkiem pijaństwa. Reszta opini jest prawdą, świadczy otym zachowanie siś kolegów lotników w sprawie ppłk. Miłosza, którego ruytniarstwo doprowadziło do katastrofy. Diziaj podtwierziła to katastrofa samolotu rządowego kolegów pilotów Pana Miłosza. Swidczy to o sytuacji panującej w Siłach Powietrznych. Dowódca statku powietrznego w powietrzu jest pierwszym po Bogu na pokładzie statku powietrznego i nie powinien ulegać żadnym namową i naciskom ze strony pasażerów.